Harry Potter i Krater Umarłych

Magiczne wrota wyobraźni zostały otwarte... Wszelkie chwyty dozwolone - gustujesz w fandomie czy może jednak wolisz coś lekko odbiegającego od ogólnie przyjętych standardów magicznego świata? To miejsce ma jedną granicę - granicę Twojej wyobraźni... i ortografii...
Dany
Mugol
Mugol
Posty: 1
Rejestracja: 28 sie 2012, 13:08

Harry Potter i Krater Umarłych

Postautor: Dany » 28 sie 2012, 13:15

Słowem wstępu. Akcja rozgrywa się po wydarzeniach Piątego tomu (Zakon Feniksa), więc wszelkie komentarze czytelników, nawiązujących do wydarzeń 6 i 7 tomu autorstwa J. K. Rowling będą ignorowane. Moja decyzja, dotycząca pisania własnego, szóstego tomu została kierowana tym, że pisząc owy, szósty tom po raz już bodajże trzeci, wciąż mnie to ‘’jara’’. :) Twierdzę też, ze 6, jak i 7 tom nie satysfakcjonuje mnie jak pozostałe części (1-5), także dlatego spróbuję ułożyć własne przygody naszego Bohatera.Jeśli przypadkiem moje opowiadanie, nawiąże do postaci innych autorów FF, będzie to przypadkowe, i jeśli Was tym uraziłem, prosze mnie poinformować, a napewno załogodzimy spór. Pozdrawiam i zapraszam do lektury! Szuu![b:9f8d3a9dfd]Rozdział 1.[/b:9f8d3a9dfd][i:9f8d3a9dfd]Oj, postarał sie, postarał..[/i:9f8d3a9dfd]- Wstań! No wstawaj! Już! - zimny, spokojny szept poniósł się po brukowanej ulicy. Ciemne domki zdawały się w milczeniu ignorować rozkaz zimnego szeptu. Nie paliło się żadne światło, nawet latarnie. Jedyny blask unosił się z różdżki trzymanej przez czarodzieja w czarnej szacie. Wysoki, chudy męszczyzna stał w gronie kilku sobie podobnych, a przed nimi kuliła się postać innego męszczyzny.- Wstawaj, bo za chwilę już nie będziesz mógł, Fletcher! - głos kobiety. Donośny i zimny jak stal. Męszczyzna podciągnął do siebie kolana, i powoli uniósł się w górę. Po chwili stał już na nogach, lekko przygarbiony, patrzył się na oprawców nienawistnym wzrokiem. Cuchnął zgnilizną i alkoholem.- Gdzie jest Potter? - zimny szept. - Odpowiadaj!Mundungus splunął mu pod nogi z odrazą. Popełnił błąd. Zimny Szept uniósł różdżkę, błysneło światło i rozległo się wycie Mundungusa. Znów upadł. Lecz tym razem nikt nie musiał mu powtarzać, że musi wstać. Sam się podniósł. - Jeszcze jedna rundka, Lucjuszu? - zwrócila się jedna z zakapturzonych postaci do Zimnego Szeptu. - Nie, ma ostatnią szansę. Gdzie jest Potter?! - Zimny Szept zmienił tonację na głośniejszą, która poniosła się echem po okolicy. Z pobliskiego drzewa wzleciał czarny ptak, w ciemności błyszczały tylko jego oczy. - Nie jestem strażnikiem taj... - wypowiedź przerwał mu zielony promien, który trafił go w pierś powalając na ziemie. Mundungus nie żył. - Jak mi przykro... - rzekła kobieta, znajoma Zimnego Szeptu. W jej głosie dało się wyczuć ironię. Wszyscy deportowali się z cichym, lecz charakterystycznym trzaskiem.

Wróć do „Fan Fiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości