Finding Draco

Magiczne wrota wyobraźni zostały otwarte... Wszelkie chwyty dozwolone - gustujesz w fandomie czy może jednak wolisz coś lekko odbiegającego od ogólnie przyjętych standardów magicznego świata? To miejsce ma jedną granicę - granicę Twojej wyobraźni... i ortografii...
Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Finding Draco

Postautor: Antosia_86 » 03 wrz 2010, 21:08

Nie wiem, co mnie tak nagle naszło na takie opowiadanie. Powinnam skierować cały swój twórczy potencjał w stronę pracy magisterskiej, ale tak mi się jakoś ostatnio tęskni za HP, że musiałam na chwilę znaleźć się znów w tym magicznym świecie. No i zawsze to jakiś trening pisarski. Komentować śmiało. Wszelkie czepialstwo pożądane ;) DracoByło już po północy, gdy usiadł ciężko w fotelu i otworzył dziennik.[b:72ae7eb900][i:72ae7eb900]A gdy opadła zasłona[/i:72ae7eb900][/b:72ae7eb900] – napisał i zamyślił się głęboko. Noc była ciepła, za oknem jego gabinetu niezmordowane świerszcze kontynuowały rozpoczęty o zmroku koncert. Czy Astoria już śpi? – Zastanowił się po czym szybko odpędził do siebie myśli o żonie. Nie mógł teraz do niej pójść, powinien skupić się na pisaniu. Ponownie przeniósł wzrok na leżący przed nim dziennik. W aksamitnym, zielonym świetle lampy bankierskiej strojącej nieopodal, na biurku, jego ręka nakreśliła dalsze słowa:[b:72ae7eb900][i:72ae7eb900]A gdy opadła już zasłona ujrzałem w świetle dnia, kim byłem, po której stałem stronieGdy umilkł nienawiści dzwon paląca cisza chwyciła mnie w swe zimne dłonie[/i:72ae7eb900][/b:72ae7eb900]To było jedno z najwyraźniejszych wspomnień, jakie miał. Wystarczyło zamknąć oczy i przywołać do siebie obraz tamtego dnia, by znów siedzieć w Wielkiej Sali, ściśniętym pomiędzy rodzicami starającymi się wyglądać tak, jakby wcale ich tam nie było. Trójka zwyciężonych, pośród świętujących zwycięzców. Trzy czarne owce w białym stadzie. Pamiętał tamto upokorzenie, gdy starali się niezauważenie wymknąć z zamku. Pośpieszny powrót do domu, strach ojca rozglądającego się dookoła podejrzliwie, złość i łzy matki ponaglającej go, by szedł szybciej. Tak, to było okropne. Czuł się jak przestępca, więcej – miał świadomość, że JEST przestępcą, podobnie jak jego rodzice i inni poplecznicy Voldemorta. [b:72ae7eb900][i:72ae7eb900]Jedyny martwy wśród samych żywych siedziałem w milczeniu, słuchającJak serce pompuje krew w moim ciele, życie mi przywracając...[/i:72ae7eb900][/b:72ae7eb900]Choć już na wiele dni przed upadkiem Czarnego Pana, Draco życzył mu w duchu porażki, gdy nadszedł w końcu ten dzień, czuł się, w pewnym sensie, rozczarowany. Nie spodziewał się, że gdy z jego życia zniknie mrok, którego źródłem był Voldemort, nie zostanie w nim nic więcej. Cóż więc mógł zrobić z tym odzyskanym życiem, pustym i pozbawionym sensu? Przybity poczuciem pustki przez wiele dni nie opuszczał gabinetu, który stał się jago samotnią i twierdzą. Zaciągał zasłony, by nie widzieć blasku poranka, starał się nie słyszeć ptasich treli, nie czuć zapachu lata... [b:72ae7eb900][i:72ae7eb900]Pośród wiwatów i westchnień ulgi umarły mój strach, zniewolenieTamtego dnia w bastionie wroga zbudziło się we mnie sumienie [/i:72ae7eb900][/b:72ae7eb900]Po upadku Voldemorta zamknął się w sobie odtrącając nawet matkę, która ze wszystkich sil starała się rozpocząć nowe życie. Draco podziwiał jej upór i wiarę, przed samym sobą musiał przyznać, że nawet jej zazdrościł. On sam tego nie potrafił. Nie potrafił zapomnieć, kim byli, ani co zrobili. Nie potrafił wybaczyć sobie, że był tak wpatrzony w ojca, by nie dostrzec, do czego to wszystko prowadzi. Nie mógł sobie darować, że nie wybrał innej drogi niż on, że nie przemówił matce do rozsądku, że nie zrobił nic, by ją ochronić. Czyż Zakon Feniksa nie mógł zaopiekować się nimi obojgiem? Czyż nie byliby dla przeciwników Voldemorta cennym nabytkiem, syn i żona jednego z najbardziej zaufanych ludzi Czarnego Pana, znający wiele szczegółów, nazwisk, sekretów...Z tego odrętwienia wyrwała go dopiero ona, Astoria. Długo nie potrafił przyznać sam przed sobą, że ją kocha, nawet, gdy byli już małżeństwem. Gdy o tym myślał oczami wyobraźni widział Pottera, z tą rudą, Weasley, wpatrzonych w siebie tak, jakby nie istniało na świecie nic, poza ich szczęściem. A czy miał prawo do tego samego, co oni? Czy jakakolwiek kobieta, nawet Astoria, mogłaby patrzeć na niego w taki sam sposób, pełen miłości i oddania?Dopiero tamtej nocy, gdy na świat przychodził Scorpius, coś w Draco pękło. Wiedział, że jego żonie i dziecku nic nie grozi, jednak ból i cierpienie, jakie malowały się na twarzy Astori, a których nie mógł z nią dzielić, podziałały na niego jak lodowaty prysznic. Czyż nie robiła tego dla niego? Choć był wówczas tuż obok niej, miał wrażenie, jakby od żony dzieliły go miliony mil. Ujął jej drżącą, spoconą dłoń i zamknął w swojej, po raz pierwszy uświadamiając sobie, jakim był egoistą. Przez całe lata skupiał się wyłącznie na sobie, bez końca rozpamiętując przeszłość, podczas gdy tuż obok płynęło wartkim strumieniem życie – jego własne, którego nie będzie mu dane przeżyć powtórnie!A potem usłyszał pierwszy krzyk dziecka i zobaczył jego malutkie oczka, wpatrzone w matkę z bezgraniczną miłością. Poczuł się wtedy tak, jakby sam widział Astorię po raz pierwszy. Choć jej twarz była czerwona z wysiłku, oczy przekrwione i opuchnięte ze zmęczenia, a włosy zlepione potem w grube strąki, wydała mu się wtedy piękniejsza, niż kiedykolwiek wcześniej. Zapragnął wówczas zmian – we wszystkim. W relacjach z żoną, z rodzicami, w spojrzeniu na świat, w sposobie, w jaki spożytkowywał dotąd swój czas. Łudził się jednak mając nadzieję, że tak od razu wszystko zmieni się na lepsze. Nie był jeszcze świadom jak daleko zabrnął w samotność i wyobcowanie. Potrzebny był mu czas, a czyż nie stracił go już wystarczająco dużo? Któregoś dnia na ulicy Pokątnej kupił dziennik, ten sam, który trzymał teraz w dłoniach. Jeśli nie potrafię rozmawiać z innymi ludźmi, może zacznę od rozmowy z samym sobą –? pomyślał, opuszczając księgarnię ze swym nowym nabytkiem. I tak rozpoczął się nowy etap w jego życiu – etap zmagania się z przeszłością. Choć, co zrozumiałe, nie przyjaźnił się z Harrym, Ronem i Hermioną, spotykał ich wielokrotnie, zawsze zachowując sztywną, pozbawioną emocji etykietę. Bo czy mógł, tak po prostu, podejść do Tego, Którego Imię Znane Jest Wszystkim i powiedzieć: „ Dziękuję”?Nie znosił świadomości, że zawdzięcza życie właśnie jemu, swojemu największemu „wrogowi”. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, jak głupie i szczeniackie były jego niegdysiejsze uprzedzenia względem Pottera i jego przyjaciół. Czuł dojmujący wstyd przywołując w myślach obraz samego siebie ze szkolnych lat, zastanawiając się jednocześnie ilu znanych mu ludzi, aż tak jak on brzydzi się swoją przeszłością.AstoriaJak co wieczór, położyła się do łóżka i otuliła szczelnie pościelą, nasłuchując. Rozpoznawała jego kroki w pokoju obok, słyszała szelest grubych, pożółkłych kartek, gdy przewracał je, zapisawszy kolejną. O czym tak zawzięcie pisał? – Zastanawiała się nie raz. Czy jest w tych zapiskach choć słowo o mnie? A może to inna kobieta natchnęła go do tego pisania? Astoria otarła wilgotne oczy i zapatrzyła się w okno, za którym obojętne na jej troski gwiazdy świeciły beztrosko i jasno, jak zwykle. Tuż obok, w kołysce, niespokojnie poruszyło się dziecko, zwracając na siebie uwagę matki. Spij – wyszeptała do synka, wyciągając rękę, by dotknąć jego ciepłej buzi. Kojący dotyk matki zdawał się był odegnać niepokój dziecka i Astoria znów otuliła się kocem, nasłuchując upragnionego dźwięku gaszonej lampy bankierskiej. Jak dotąd oczekiwanie to nigdy się nie spełniało. Zupełnie jakby Draco rozmyślnie czekał, aż jego żona zaśnie, nim on zjawi się w sypialni. Kilkukrotnie stawała już przed pokusą, by pod jego nieobecność, zakraść się do zakazanego pokoju i przekonać się, o czym pisał. Zawsze jednak w porę odstępowała od tego zamiaru, pohamowując swoją ciekawość i zamykając na powrót drzwi, za którymi w jednej z szuflad dębowego biurka ukryty był dziennik. Od czasu jednak, gdy matka Draco zastała ją odpierającą właśnie pokusę przekroczenia progu mężowskiego gabinetu, Astoria nie śmiała więcej planować tego rodzaju przeszpiegów. Niemal podskoczyła, słysząc nagle znajomy, zimny głos Narcyzy Malfoy.- Szukasz czegoś, kochana? – Zapytała ją Narcyza z udawaną słodyczą.- Draco... – Wyjąkała Astoria, czując jak pieką ją policzki. – Myślałam, że jest u siebie – dodała, poczym szybko opuściła teściową udając, że słyszy płacz małego Scorpiusa. W towarzystwie teściów nigdy nie czuła się dobrze. Milczący Lucjusz, nie zaszczycający jej nawet spojrzeniem i bacznie ją obserwująca Narcyza sprawiali, że Astroi trzęsły się ręce, a po plecach przebiegał zimny dreszcz. Na szczęście odkąd urodził się Skorpius szczęśliwi dziadkowie skupili na nim całą uwagę, rozpływając się z zachwytach nad jego podobieństwem do ojca. Podobieństwo istotnie było duże, z czego Astoria była naprawdę dumna. Sądziła, że dziecko zmiękczy serce jej męża i nauczy go czułości i troski, jakich do tej pory mu brakowało. Z radością obserwowała powolne postępy, jakie dokonywały się w Draco, gdy niemowlę wyciągało do niego ręce. Nie przeszkadzała jej nawet świadomość, że najpewniej ulega on groźbie płaczu malującej się na buzi dziecka i tym czulej je tuli, im bardziej mały Skorpius skłonny jest zamanifestować swoje niezadowolenie. Na wszystko trzeba było jednak czasu....DracoKartki w jego dzienniku jedna po drugiej zapełniały się ciasnym, pochyłym pismem, niewyraźnym i koślawym w miejscach, gdzie pisząca ręka Draco starała się dogonić pędzące na przód myśli. Wśród zapisków były nie tylko wiersze, ale i listy, których nie odważyłby się napisać, gdyby rzeczywiście miały trafić do adresatów. Najwięcej było ich do Pottera, choć zdarzały się też listy do ojca, z którym Draco od lat nie zamienił na raz więcej niż dziesięciu słów, oraz do matki, wobec której Draco wciąż miał wyrzuty sumienia. Ostatni list był do Astori. Gdyby tak potrafił zebrać się na odwagę, by powiedzieć jej to wszystko, o czym pisał... Choć tej odwagi póki co mu brakowało, starał się jak mógł, by przynajmniej jako ojciec wypaść dobrze. Potrafił już panować nad mięśniami twarzy, gdy docierało do niego, w dosłownym tego słowa znaczeniu, że pielucha powinna zostać zmieniona, lub gdy z wiszącym mu u noska śpkiem synek domagał się pieszczot i tulenia, a nawet – z czego Draco był szczególnie dumny - gdy rodzinny obiad bywał zakłócały donośnymi odgłosami przemian gastrycznych, dochodzącymi z kołyski. Samo życie...AstoriaChoć Astoria nie lubiła teściów musiała przyznać, że okazali się dla Skorpiusa o wiele lepszymi dziadkami, niż jej rodzice. W rodzinie Greengrassów o pewnych sprawach mówiło się wprost. Matka Astori nie lubiła Draco i starała się wyperswadować córce jej wybór, mówiąc przy tym bez ogródek, że lepiej nie mieć nic wspólnego z Malfoyami. Co pomyślą ludzie, gdy zostaniesz żoną tego śmierciożercy? Twoje dzieci będą musiały nosić jego plugawe nazwisko – przekonywała córkę. Astoria była na tyle opanowana, by nie wdawać się w bezsensowne awantury z matką, nie liczyła się jednak z jej zdaniem i wkrótce potem została panią Malfoy, co stało się początkiem nagłego oziębienia stosunków pomiędzy oboma domami. Tak, to prawda, miała świadomość, że wychodzi za byłego śmierciożercę. Określenie „ byłego” znaczyło jednak dla niej bardzo wiele. Czy Draco nie był jeszcze dzieckiem, kiedy wsączano w niego jad nienawiści i wpajano mu uwielbienie dla czarnej magii? Nie jeden dorosły i silny czarodziej dawał się zwieźć pokusom, jakie roztaczał przed nimi Czarny Pan, nie jednemu brakowało odwagi, by mu się przeciwstawić. Jakże więc można było wymagać tego od chłopca, którego oboje rodzice byli jednymi z najznamienitszych śmierciożerców, który z domu nie wyniósł nic, prócz służalczego uwielbienia dla Czarnego Pana? Gdyby tylko Draco wiedział, jak trafnie jego żona potrafiła ubrać w słowa to, nad opisaniem czego on męczył się latami! Gdyby wiedział, jak dobrze go rozumiała...DracoDraco szedł ulicą Pokątną. Gdy mijał księgarnię Esy i Floresy od razu pomyślał o nowym dzienniku. Jeszcze kilka wieczorów i zapisze ostatnie czyste strony. Ktoś ukłonił mu się mijając go z przeciwka. Draco odpowiedział skinieniem głowy i natychmiast przeniósł wzrok na szyld mijanego właśnie sklepu. Nie czuł się dobrze w tłumie. Nie lubił spojrzeń innych ludzi, dostrzegał w nich ukrytą głęboko kpinę. Czasem zdawało mu się, że z mieszających się ze sobą odgłosów ulicy wychwytuje swoje nazwisko, powtarzane znaczącym szeptem, za jego plecami „ Spójrzcie, to Draco Malfoy”. Tak, tak z tych Malfoyów”. Wszystko to sprawiało, że rzadko pokazywał się w miejscach takich jak to, tym razem jednak czekały na niego ważne sprawy w Banku Gringotta, które musiał załatwić osobiście. W poczekalni, w której zostawił go goblin, nie było nikogo więcej. Elegancki, zimny wystrój pasował do tego miejsca jak ulał, przywodząc na myśl solidność i trwałość, jakiej oczekuje się od banku. Na ścianach wisiały w kilku rzędach portrety sławnych czarodziejów. Większość z nich rozprawiała o czymś z ożywieniem, inni pochrapywali cicho, kołysząc się w ramach swoich płócien. Choć nie zwracali na Draco najmniejszej uwagi, nawet pośród nich czuł się nieswojo. Rozglądał się jednak wokoło starając się, spośród dziesiątek malowideł, wyłowić takie, które przedstawiałoby jakiegoś Malfoya. Nie dane mu było jednak dowartościować się w ten sposób. Żaden z jego przodków nie dostąpił zaszczytu znalezienia się pośród tego grona. Z jednego z portretów patrzyła na Draco tak dobrze znaną mu twarz, od której wiedziony nagłym odruchem, natychmiast odwrócił wzrok. Choć starał się myśleć o czymś innym, nie mógł pozbyć się wrażenia, że postać z portretu intensywnie się w niego wpatruje. W końcu nie wytrzymał i odwrócił się spoglądając wyzywająco w stronę portretu. Znad okularów połówek przyglądały mu się badawczo spokojne, błękitne oczy. Draco ostrożnie zbliżył się do Galerii.- Witaj, Draco – powiedział Albus Dumbledore- Panie profesorze – odpowiedział mu niepewnie gość.- Jakże miło widzieć cię znów, po tak długim czasie. Mam nadzieję, że nie zmarnowałeś tych kilku lat, jakie upłynęły od upadku Voldemorta i jesteś już kimś zupełnie niepodobnym do dawnego Draco. Czy dobrze mi się zdaje?Draco tylko wzruszył ramionami. Nie umiał w kilku słowach streścić tego, kim obecnie był i co było dla niego ważne. Dyrektor jednak zdawał się tym wcale nie przejmować.- Gratuluję narodzin syna – powiedział.- Dziękuję. Nagła myśl ukuła Draco, kierując jego myśli na inny tor. Goblin nie wróci pewnie wcześniej, niż za parę minut, może więc zdążyłby....Tak, to było ważne! Draco wziął głęboki oddech i drżącym głosem zaczął.- Panie profesorze, ja.... – I umilkł, głośno przełykając narastające w nim poczucie wstydu. – Ja... Przepraszam.Albus Dumbledore uśmiechnął się do niego serdecznie. - Draco, Draco...- powiedział łagodnie, kiwając głową. – Miałem więc rację, zaszły w tobie istotne zmiany. Kiedyś nie zdobyłbyś się na takie słowa. Byłeś naczyniem zła, to prawda, lecz zło to zostało wylane. Już wiele lat temu.Draco uśmiechnął się do siebie w duchu, wyraźnie pokrzepiony. - Pozwól jednak, że dam ci pewną radę. Nie ma sensu pisać listów, jeśli nigdy żadna sowa nie zaniesie ich adresatom. - Skąd pan... ? – zaczął Draco, umilkł jednak, widząc znaczące mrugnięcie znad okularów połówek. - Nie pytaj, chłopcze – odparł dyrektor. – Po prostu z tej rady skorzystaj – dodał i uśmiechnął się serdecznie. - Dziękuję, profesorze – odparł Malfoy uznając, że czasem najlepiej uciec się do najprostszych słów. – Tak zrobię. I, nie czekając aż powróci goblin, opuścił bank, udając się prosto do domu. Bank Gringotta, jak i kupno dziennika, będą musiały poczekać.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 04 wrz 2010, 8:46

No ciekawe, nie powiem, ciekawe. Początek taki jakby nieśmiały, przemyślenia, no mi się podoba. Coś w tym jest. Po za tym temat Draco-Astoria to bardzo dobry pomysł, bo nieoklepany. Jedynie co mi nie pasuje to sama końcówka. Myślałam, że Draco będzie walczyć ze sobą by te listy wysłać, a tu taka niespodzianka, że tak łatwo - zbyt łatwo dał się przekonać. Mam nadzieje, że będzie ciąg dalszy, bo jestem ciekawa reakcji Harryego na list, lub listy. O to skąd Dumbledore wiedział o pisaniu lisów nie śmiem zapytać.

Hope
Mistrz Oklumencji
Mistrz Oklumencji
Posty: 610
Rejestracja: 30 kwie 2009, 16:28

Postautor: Hope » 04 wrz 2010, 9:20

[quote:8246e63776="SeveruseS"]estem ciekawa reakcji Harryego na list, lub listy. [/quote:8246e63776]ale nigdzie nie jest napisane, że je wy[color=red:8246e63776]ś[/color:8246e63776]le ;) Równie dobrze może je spalić, albo zostawić w tym dzienniku i opieczętować "Otworzyć po mojej śmierci", albo coś w tym stylu... ;) Opowiadanie bardzo mi się podoba. Chciałabym przeczytać jak Draco odnosi się, zachowuje wobec Astorii w bezpośrednich relacjach.[center:8246e63776][color=gray:8246e63776][b:8246e63776].SsS[/b:8246e63776][/color:8246e63776][/center:8246e63776]
Ostatnio zmieniony 04 wrz 2010, 9:21 przez Hope, łącznie zmieniany 1 raz.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 04 wrz 2010, 9:22

[quote:41f30bf288="Hope"]ale nigdzie nie jest napisane, że je wyśle ;) Równie dobrze może je spalić, albo zostawić w tym dzienniku i opieczętować "Otworzyć po mojej śmierci", albo coś w tym stylu... ;)[/quote:41f30bf288]Wiem o tym, ale napisałam tak, [b:41f30bf288]gdyby[/b:41f30bf288] Draco je wysłał. To opowiadanie jednocześnie mogło by się skończyć na tym jednym rozdziale, więc... Można sobie wyobrazić, [b:41f30bf288]gdyby[/b:41f30bf288] je wysłał jak by na niego zareagował Harry. ;)

Hope
Mistrz Oklumencji
Mistrz Oklumencji
Posty: 610
Rejestracja: 30 kwie 2009, 16:28

Postautor: Hope » 04 wrz 2010, 9:26

Ale w Twoim poście brakuje słowa [b:dc93b8e8e1]gdyby[/b:dc93b8e8e1]. :p Dobra nie czepiam się więcej bo dasz mi warna, za kłócenie się z modem i nie wstawianie ogonków :lol: Antosia, czekam na dalszą część! :D

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 04 wrz 2010, 9:59

[quote:79d81d6325="SeveruseS"]Myślałam, że Draco będzie walczyć ze sobą by te listy wysłać, a tu taka niespodzianka, że tak łatwo - zbyt łatwo dał się przekonać. [/quote:79d81d6325]No fakt, brakło tam nieco tego wahania. Ale powiem szczerze, że kończyłam to wczoraj, późnym wieczorem i chciałam jak najszybciej wyłączyć kompa i iść spać :p Ale z drugiej strony często jest tak, że gdy ktoś daje nam jakąś radę, to w pierwszym odruchu zgadzamy się z nim i pełni zapału chcemy z tej rady skorzystać, a dopiero potem, gdy już mamy to zrobić - wtedy pojawia się wahanie. Sądzę więc, że Draco będzie jeszcze miał okazję się zawahać, tuż przed wysłaniem listów.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 06 wrz 2010, 10:22

[quote:952adc036b="Hope"]Ale w Twoim poście brakuje słowa gdyby. :p[/quote:952adc036b]Dodałam w drugim poście. :p [quote:952adc036b="Hope"]Ale w Twoim poście brakuje słowa gdyby. :p Dobra nie czepiam się więcej bo dasz mi warna, za kłócenie się z modem i nie wstawianie ogonków :lol:[/quote:952adc036b]Nie jestem Vill ;P (z całym szacunkiem dla Ciebie Vill) Ale fakt - za powtarzające się ciągle te same korekty, które muszę robić by Ci się należało. Weź zainstaluj sobie Mozillę i nie będzie żadnego problemu. [quote:952adc036b="Antosia_86"]Sądzę więc, że Draco będzie jeszcze miał okazję się zawahać, tuż przed wysłaniem listów.[/quote:952adc036b]A będzie ciąg dalszy? ;) BTW. To FF ciągle chodzi mi po głowie, aż chce się samemu napisać coś o Draco.

Hope
Mistrz Oklumencji
Mistrz Oklumencji
Posty: 610
Rejestracja: 30 kwie 2009, 16:28

Postautor: Hope » 06 wrz 2010, 12:26

[quote:403abb3b5a="SeveruseS"]Ale fakt - za powtarzające się ciągle te same korekty, które muszę robić by Ci się należało. Weź zainstaluj sobie Mozillę i nie będzie żadnego problemu. [/quote:403abb3b5a]Nie mogę. Mozilla mnie irytuje i mi si[color=red:403abb3b5a]ę[/color:403abb3b5a] ciągle wiesza. A w Safari podkr[color=red:403abb3b5a]e[/color:403abb3b5a]śla mi wszystkie polskie słowa :p[quote:403abb3b5a="SeveruseS"]aż chce się samemu napisać coś o Draco.[/quote:403abb3b5a]ojj tak! :D[center:403abb3b5a][color=gray:403abb3b5a]Podkreślać to ja Tobie dopiero mogę! :p [b:403abb3b5a].SsS[/b:403abb3b5a][/color:403abb3b5a][/center:403abb3b5a]
Ostatnio zmieniony 07 wrz 2010, 8:15 przez Hope, łącznie zmieniany 1 raz.

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 06 wrz 2010, 19:27

[quote:d1191fd86a="SeveruseS"]A będzie ciąg dalszy? [/quote:d1191fd86a]Ano będzie. Proszę bardzo ;) Astoria- Jesteś smutna - powiedziała Daphne, uśmiechając się czule do małego Scorpiusa, którego kołysała delikatnie w ramionach. Jej siostra tylko wzruszyła ramionami. - To dlatego, że cały czas siedzisz w domu. Powinnaś gdzieś wyjść, spotkać się z przyjaciółmi.- Ja już nie mam przyjaciół, Daphne. Przyjaciele byli tą częścią mojego życia, której musiałam się wyrzec wychodząc za mąż – powiedziała Astoria, a jej oczy błysnęły nagle gniewem. - Co za hipokryzja – kontynuowała, podczas gdy Daphne poruszyła się niespokojnie w fotelu, niepewna, do czego zmierza jej siostra. – Gdy byliśmy w Hogwarcie każdy z nich płaszczył się przed Draconem, gotów wylizać mu buty, a teraz, po ostatecznym upadku Czarnego Pana, nagle nie chcą go znać. Jakby sami byli święci! A gdzie byli ich rodzice, gdy Czarny Pan rósł w siłę i werbował zwolenników?! Po której stali stronie?! Astoria urwała i wzięła głęboki oddech. Kipiała z wściekłości na samą myśl o tym, jak potraktowano jej męża i całą jego rodzinę. To prawda, byli kiedyś śmierciożercami i nie było to teraz powodem do dumy. Ale czy mieli prawo osądzać ich ludzie, którzy niegdyś stali z nimi ramię w ramię po stronie Voldemorta? I to tylko dlatego, że ciotka Dracona i jego ojciec zyskali szczególne łaski u Czarnego Pana, tylko dlatego, że ufał im bardziej niż innym, jeśli komukolwiek ufał...?- Wszystko w porządku? – Głos Daphne przywołał Astorię z powrotem do salonu, gdzie siedziały z małym Scorpiusem przy kominku. Draco znów gdzieś wyszedł. Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej, co zaczynało naprawdę niepokoić Astorię. Powróciły podejrzenia – a może jest inna?- Tak, już mi lepiej – odparła przywołując na twarz słaby uśmiech. – Nie gniewaj się na mnie za ten nagły wybuch. Odkąd się pobraliśmy żyjemy w tym wielkim domu jak w samotni. Rzadko widujemy kogokolwiek poza rodziną. Daphne zrobiła współczującą minę i przytuliła do siebie siostrzeńca, który zaczął ochoczo wpychać sobie do buzi kosmyk jej włosów. Astoria westchnęła. - A wiesz – powiedziała - od kiedy mamy Scorpiusa zupełnie straciłam ochotę na to, by w ogóle opuszczać dom. Czuję się nieustannie zmęczona i ... – Urwała, opuszczając wzrok na swoje smukłe, blade dłonie. – Szczerze mówiąc obawiam się, że nie podobam się już Draconowi tak, jak kiedyś. Spodziewała się, że Daphne się zaśmieje, albo zrobi, czy powie coś innego, co świadczyłoby o tym, iż uważa zmartwienia swej siostry za niedorzeczne. Ku jej zaskoczeniu ta pokiwała tylko smętnie głową. - Tak to już jest, gdy na świat przychodzą dzieci – powiedziała.- Co masz na myśli – spytała Astoria, z trudem utrzymując nerwy na wodzy. Zirytowała ją taka odpowiedź. - No wiesz, cicha noc...- Co takiego?- Cicha noc, ulubiona kolęda młodych rodziców – odparła Daphne, odgarniając na bok zaśliniony kosmyk włosów.Astoria z trudem pohamowała śmiech. Od dawna nic jej tak nie rozbawiło. - Na pewno oboje jesteście zmęczeni, zbyt zmęczeniu by znów uganiać się za sobą jak za szkolnych czasów, patrzeć sobie głęboko w oczy i pisać romantyczne listy. Proza życia...- Osądziła Daphne tonem znawcy.Astoria bardzo chciała przyznać siostrze rację. Tyle, że z jej małżeństwa romantyzm nie tyle uleciał, co nigdy go w nim nie było. Romantyczne listy? Od Draco? - Słuchaj – odezwała się nagle Daphne radośnie– A może wybrałybyśmy się razem na Pokątną? Nic tak nie poprawi ci teraz humoru jak zadbanie o swój wygląd za pomocą kilku rozsądnie wydanych galeonów – i puściła oko do siostry, która znów uśmiechnęła się, mimowolnie, lecz nic nie odpowiedziała.- No dalej – Daphne nie ustawała w wysiłkach, by przekonać ją do swojego pomysłu – Powinnaś zrobić wszystko, by twój mąż znów spojrzał na ciebie jak na kobietę, nie tylko jak na matkę swego dziecka. Gwarantuję ci, że gdy wrócisz do domu całkowicie odmieniona, Draco znowu straci dla ciebie głowę. Może coś w tym jest? – Pomyślała Astoria, zarażając się nagle entuzjazmem siostry. - Starci głowę, mówisz? – Odparła biorąc od Daphne synka – Właściwie... Co to szkodzi spróbować?DracoW domu przywitała go pustka. Astoria wyszła dokądś, zabierając ze sobą Scorpiusa. Służące twierdziły, że towarzyszyła jej Daphne. Dokąd też mogły pójść? – Zastanawiał się, uświadamiając sobie, że od miesięcy jego żona nie wychyliła nosa z domu. Entuzjazm, z jakim wracał do domu nagle przysłabł. Może było już za późno? Może Astoria, mając już dość tak oschłego i oziębłego męża postanowiła zostawić go i zamieszkać u siostry?Z bijącym sercem zajrzał do sypialni, spodziewając się zobaczyć zostawiony przez nią list. Nie odeszłaby przecież tak bez słowa, nie Astoria. Odetchnął z ulgą, nie znajdując żadnej wiadomości i udał się wprost do swojego gabinetu.Otworzył swój dziennik, ostrożnie przewracając strony, jakby bał się, że pod jego dotykiem rozsypią się w pył. W głębi duszy musiał przyznać, że ucieszyłby się, gdyby tak się stało. Nie musiałby ich wysyłać. Nie – napomknął się w duchu – pamiętaj, co mówił Dumbledore. Nigdy nie liczyłeś się z jego zdaniem i bardzo źle na tym wyszedłeś. Pora w końcu zrobić coś jak należy. Starając się nie dopuszczać do siebie czających się tuż obok wątpliwości ostrożnie wyrywał z dziennika kolejne kartki. Gdy skończył i listy leżały już na kupce, wszystkie zaadresowane, Draco przywołał sowę. Ptak spojrzał na niego z nietajoną radością w oczach, widząc tak wiele wiadomości.Napracujesz się dzisiaj – mruknął jego pan, zwijając listy w rulonik i podając je wielkiemu puchaczowi. Tylko jedna samotna koperta została na jego biurku. Ten doręczę sam – powiedział, zwracając się bardziej do siebie, niż do sowy. –Będzie szybciej. Godziny mijały, a Astoria nie wracała. Może powinien iść jej szukać? Tylko gdzie? U Daphne? W domu Greengrassów? Nie był tam mile widziany, doskonale o tym wiedział. Nie takiego zięcia życzyli sobie rodzice Astori, a Draco ze smutkiem zaczynał przyznawać im rację. Jak dotąd nie mylili się, co do niego. Pomyślał o liście, ukrytym pod poduszką żony i o tym, jaka będzie jej reakcja, gdy go przeczyta. Może lepiej by było być wtedy z dala od domu? – pomyślał. – Może jej byłoby łatwiej wszystko to sobie przemyśleć...Po krótkim namyśle uznał, że to jednak nie najlepszy pomysł. To by było zwykłe tchórzostwo, a z tym postanowił skończyć. Czekał więc dalej w milczeniu, obserwując ogień tańczący na drwach w kominku. Ze wzruszeniem uświadomił sobie, jak ogromny i pusty wydaje się ich dom, bez Astori, jak nieznośna jest cisza niezakłócania gaworzeniem Skorpiusa. Mój syn – pomyślał Draco z dumą i uśmiechnął się mimowolnie. W tej chwili był w stanie zrobić wszystko, by dać swemu dziecku lepszy przykład, niż dali mu jego rodzice. Nie będę taki – powtarzał sobie uparcie, myśląc o ojcu. – I tak już za bardzo się do niego upodobniłem. Astoria pojawiła się nagle, niczym duch. Tak był pogrążony w rozmyślaniach, że nie usłyszał, jak wchodziła. Ocknął się dopiero słysząc służącą, która zjawiła się by odebrać od swej pani dziecko. - Draco – powiedziała jego żona, wkraczając w łunę światła bijącego od kominka. Czuła się tak zdenerwowana, jakby znów miała przystępować do SUM-ów. Może niepotrzebnie dała się przekonać Daphne? Nie wiedziała, czy Draco znów straci dla niej głowę, ale na pewno stracił mnóstwo pieniędzy. Z niepokojem obserwowała, jak wyraz twarzy jej męża zmienia się stopniowo. Daphne ostrzegła ją, by nie zniechęcała się pierwsza reakcją. Mężczyznom trzeba dać dłuższą chwilę, by dostrzegli zmiany w wyglądzie kobiety, zwłaszcza w tak marnym świetle. Światło jednak nie miało tu nic do rzeczy. Draco z rosnącym zdziwieniem obserwował, jak Astoria zbliża się do niego powoli. Wyglądała...No cóż, nie żeby źle, ale zupełnie INACZEJ.- To naprawdę ty? – Wymknęło mu się, nim zdążył zastanowić się, co mówi. Astoria uśmiechnęła się, a Draco w blasku ognia dostrzegł, jak się rumieni. Czy aż tak ją onieśmielał?- Podoba ci się? – Zapytała, wyraźnie obawiając się odpowiedzi. Draco wstał i zbliżył się do niej, szukając odpowiednich słów.- Wyglądasz zupełnie ....zupełnie jak nie ty – odparł, nie kryjąc zdziwienia.- Poznałem cię tylko po dziecku – dodał, mając nadzieję, że ten żart rozładuje choć trochę napięcie, jakie zdawało się między nimi zalegać. Astoria wyglądała na zawiedzioną. Odgarnęła z twarzy kosmyk zupełnie nowych włosów i spojrzała niepewnie na męża.- Więc...Nie podoba ci się? – Zapytała, a w jej głosie pobrzmiewało wyraźne rozczarowanie. Nagle, jakby zapragnęła się wytłumaczyć. – Ja tylko...Myślałam...- Zaczęła.Draco położył jej dłonie na ramionach, przeczuwając, do czego zmierza. - Myślałam, że ci się spodoba, że wyglądam....ładnie...- Zawsze wyglądasz ładnie – odparł i przejechał dłońmi po gładkim, lśniącym materiale opinającym jej ramiona. Musiał przyznać, że bardzo mu się podobała, ale jednocześnie trudno mu było cieszyć się z jej nagłej metamorfozy. Bo czy nie była ona dowodem na to, że czuła się przez niego niedoceniana, zaniedbana i ignorowana.- Martwiłem się o ciebie – powiedział, patrząc jej w oczy. Choć zdobił je zupełnie nowy, mocny i odważny makijaż, wciąż były to te same oczy, które przyglądały mu się z nieśmiałym uwielbieniem, gdy siedzieli w pobliżu siebie przy stole Ślizgonów w Hogwarcie. - Nie było was tak długo. - Przepraszam. Daphne mnie namówiła i.... To miała być niespodzianka – powiedziała i spuściła wzrok, jakby obawiała się reprymendy. Wstrząsnęło to Draco. Czyżby był aż tak surowym mężem?Ujął jej podbródek, zmuszając, by ponownie na niego spojrzała. Nie opierała się i ponownie spojrzała mu w oczy. Draco poczuł, jak coś przyciąga go ku niej niczym magnes. Od tylu miesięcy nie byli ze sobą tak blisko, a przecież tylko trzymał ją za ramiona! Nie, to nie jest normalne, nigdy nie było – pomyślał z żalem, gładząc jej upudrowany policzek. Niczego nie pragnął teraz bardziej niż okryć ją pocałunkami i powiedzieć, jak bardzo ją kocha. Pomyślał o liście, który ukrył pod jej poduszką i wyobraził ją sobie pogrążoną w lekturze. Co powie, jak zareaguje...?- As – powiedział i przyciągnął ją mocno do siebie.- Draco...Tylko chwila dzieliła ich od tego, czego pragnął i obawiał się równie mocno, gdy donośny płacz Skorpiusa nagle sprowadził ich oboje na ziemię.Astoria zawahała się, wciąż patrząc mu w oczy, poczym szepnęła tylko „ przepraszam” i odeszła, zostawiając Draco odartego ze snu, który śnił właśnie na jawie. Mignęła mu tylko przed oczami jej purpurowa, wytworna szata, gdy znikała pośpiesznie we wnętrzu domu. No cóż, teraz już zawsze będę tym drugim – pomyślał, uśmiechając się mimo rozczarowania i udał się znów do swego gabinetu.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 07 wrz 2010, 8:24

[quote:5e7e0523cf="Hope"]Nie mogę. Mozilla mnie irytuje i mi się ciągle wiesza. A w Safari podkreśla mi wszystkie polskie słowa :p[/quote:5e7e0523cf]Bo masz złą wersję! Nie ściągaj najnowszej Mozilli tylko tę: Mozilla Firefox 3. 5. 8 Nowsze się wieszają ta wersja, która podałam bardzo rzadko się wiesza. Praktycznie nigdy.Co do FF. No mi się podoba - serio. Można się w tym zagłębić całkowicie. Wciąga. Nie sądziłam, że opisy mogą być tak samo ciekawe jak dialogi. Na pewno będę czekać na następną część. ;)


Wróć do „Fan Fiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości