Finding Draco

Magiczne wrota wyobraźni zostały otwarte... Wszelkie chwyty dozwolone - gustujesz w fandomie czy może jednak wolisz coś lekko odbiegającego od ogólnie przyjętych standardów magicznego świata? To miejsce ma jedną granicę - granicę Twojej wyobraźni... i ortografii...
Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 27 sty 2011, 10:49

[quote:d5ff84ac61]Zdecydowanie bardzo dobre FF. Tylko szkoda, że trzeba się dopominać o następne części. :D[/quote:d5ff84ac61]No fakt, rozleniwiłam się ostatnio. Ale Thundrstorm Syriusza trochę mnie zmobilizował i piszę powolutku kolejne fragmenty. Powolutku, bo czasu brak. U mnie tak to zwykle bywa, że jak mam kiedy pisać, to weny brakuje, a jak wena przychodzi, to mnóstwo się dzieje - przeprowadzka, chore dziecko, kluczyli zatrzaśnięte w aucie itp.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 27 sty 2011, 11:36

Wena... Jak ja bym ją chciała mieć. Mam taki fajny pomysł na FF, ale nie chce mi się pisać. :?

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 28 lut 2011, 18:51

'Lucjusz- Co planujesz dalej? – Zapytał Lucjusz. Przechadzał się po pokoju, na pozór spokojnie przypatrując się swojej rozmówczyni. Tak naprawdę jednak daleko mu było do spokoju. Wiedział już, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli. Nigdy by nie przypuszczał, że jego własny syn – na tę myśl aż skrzywił się z pogardą, - będzie błagał o pomoc tego plugawego Pottera! A sądził, że Draco ma więcej godności. Obserwująca go z ukosa młoda kobieta musiała zauważyć, jak nerwowo zaciska pięści. - Jesteśmy tu bezpieczni - uspokoiła go, zbliżając się do niego na swój gibki, koci spokój. Lucjusz poczuł, jak jej szczupłe, blade ręce obejmują go w pasie. Zirytowany, próbował ją odtrącić, na co zachichotała, niezrażona.- Spokojnie, mój drogi – zaszczebiotała mu do ucha. – Przecież nad wszystkim panujemy.- Nad niczym nie panujemy – syknął Lucjusz. - Całe ministerstwo szuka mojego wnuka. I mnie – dodał szeptem, znów zaciskając dłonie. Patricia pozostawała niewzruszona. - Czyżbyś żałował swojej decyzji? Na te słowa Lucjusz odwrócił się ku nie gwałtownie. Zaskoczyło go, jak bardzo w tym momencie przypominała mu Bellatrix. - Zrobiłem to, co musiałem – wysyczał. - Ja również – zawtórowała mu. - I zrobię jeszcze więcej. Zamierzam sprawić, by zaprzestali poszukiwań.- Jak? – Zapytał, ledwo nad sobą panując. Brawura i absolutna pewność siebie Patrici zaczynała działać mu na nerwy. Czyżby naprawdę nie zdawała sobie sprawy, o co toczy się gra? Czyżby nie wiedziała, jakie czekają ich konsekwencje, jeśli zawiodą?- Zaskakujesz mnie Lucjuszu, powinieneś był sam na to wpaść, już dawno temu. Jest bardzo prosty sposób...- Jaki?! – Powtórzył, chwytając ją za ramiona.Patricia wyswobodziła się z gracją z jego żelaznego uścisku, po czym, jakby nigdy nic, zaczęła bawić się puklami swoim włosów. - Niech znajdą grób – wyszeptała, posyłając mu spojrzenie, od którego przeszył go prawdziwy dreszcz zgrozy.DracoW normalnych okolicznościach widok Alastora Moody’ego kojarzyłby się Draco z białą sierścią i pchłami. Teraz jednak nie miało to znaczenia. Nic nie miało znaczenia, prócz odzyskania Skorpiusa. I choć minęły już miesiące, Draco nie tracił nadziei. Każdego dnia obserwował, jak jego żona więdnie i usycha z tęsknoty, bólu i gniewu, który próbowała maskować łzami. Starał się z nią rozmawiać, wyjaśnić jej, że w tej sytuacji gniew jest naturalną, jak najbardziej słuszną reakcją i że zamiast tłumić go w sobie, powinna rozniecić ten żar, podsycać go i z satysfakcją patrzeć jak rośnie. Powinna uczynić z gniewu energię, dzięki której zdoła przeżyć ten dłużący się w nieskończoność czas oczekiwania. Tak, jak zrobił to Draco. - Moja przyjaciółka ma mugolskich znajomych – odezwała się któregoś razu Astoria, gdy, jak co wieczór wyczekiwali jakichkolwiek wieści z Ministerstwa. Żadna sowa się nie zjawiała. - Tak? – Podjął Draco skupiając wzrok na skurczonej w fotelu, chudej jak szkielet postaci swojej żony. - Mugole mają Boga, w którego wierzą. Mówią o nim, po prostu Bóg. - Tak, wszyscy znają Boże Narodzenie. To element....Kultury zachodu, jakby powiedziała moja matka. O tak, Narcyza uważała się obecnie za prawdziwą mugoloznawczynię. Draco podejrzewał, że ta kolejna z jej licznych fascynacji miała za podstawowe zadanie doprowadzić ojca do furii. Ojciec....- Pomyślał z goryczą. - Ten, który był moim ojcem. - Według tego ich Boga, życie....Lucjusza... – Kontynuowała Astoria, tu jednak zająknęła się, jakby i ona nie potrafiła już nazwać go ojcem Dracona. – Jego życie, jest warte tyle, co moje i twoje. Tyle samo, co życie naszego syna. - Według Boga, czy według wierzących w niego mugoli? Jestem pewien, że każdy, komu porwano by dziecko, byłby zmuszony nieco zweryfikować takie religijne poglądy. - Ale jak...? Draco, jak można wierzyć w takiego? Czy tym właśnie jest religia? Siłą ogłupiająca ludzi na tyle, by kazać im stawiać wartość własnego życia, na równi z życiem złoczyńcy, człowieka do szpiku kości złego? Nie mam już szacunku do mugoli – stwierdziła gorzko. – Nie mam żadnego szacunku do ludzi, którzy wierzą w podobne bzdury. Draco nie odpowiedział. Położył tylko dłoń na drżącej z oburzenia dłoni swojej żony. Wiedział, że przemawia przez nią poczucie niesprawiedliwości. Jeśli rzeczywiście istnieje taki Bóg – pomyślał z determinacją – To ja też nie chcę mieć z nim nic wspólnego.A teraz zmierzał na kolejne przesłuchanie; które to z kolei? – Sam tracił już w tym rachubę. Odgłos jego kroków niósł się zimnym, bezdusznym echem po pustym korytarzu, gdy zmierzał ku sali przesłuchań. To Potter uprzedził go, że tym razem będzie obecny także Moody. Alastor Moody, człowiek, który przeżył własną śmierć, ten, któremu udało się oszukać Dolores Umbridge, Śmierciożerców i samego Czarnego Pana. Nie było nikogo, kto nie wierzyłby w jego domniemaną śmierć. Podobno po wypadku spędził kilka miesięcy w miejscu nazywanym w-a-r-i-a-t-k-o-w-o, będącym mugolskim odpowiednikiem Azkabanu. Minęły miesiące zanim zdołał uciec. I choć ominęła go w ten sposób bitwa o Hogwart, zyskał wielkie uznanie społeczności czarodziejów, nie pierwszy raz zresztą, z wielką gorliwością i zapałem tropiąc popleczników Voldemorta. Alastor Moody, żywa legenda, czarodziej, o którym już dziś uczą w Hogwarcie, będzie mnie przesłuchiwał. Będzie pytał o wszystko i wszystkich. Draco ze wszystkich sił starał się opanować emocje, miał jednak wrażenie, że czuje na karku lodowaty powiew absolutnej porażki, z którą być może przyjdzie mu się zmierzyć. Bo jeśli sam Moody rozłoży bezradnie ręce, to czy znajdzie się ktokolwiek inny, kto będzie w stanie mu pomóc?AstoriaŻaden strach nie może równać z tym, jakiego doświadcza matka porwanego dziecka. Chwilami Astoria miała wrażenie, że strach krąży w jej żyłach razem z krwią, paraliżując ciało, a umysł zamieniając w kawałek pulsującego lodu. Mijały dni, tygodnie, miesiące. I nie działo się nic. Tak, to prawda, Draco stanął na wysokości zadania. Nie zawahał się prosić o pomoc. Cóż jednak z tego, skoro nawet sam wielki i sławny Harry Potter nie był w stanie im pomóc? Znajomości, jakie mieli w Ministerstwie on i Wesley’owie, wbrew nadziejom Astori, okazały się niewystarczające. Mimo rozczarowania Astoria musiała jednak przyznać, że zaskoczyła ją dobra wola i życzliwość, z jaką ona i Draco spotykali się, ilekroć prosili o pomoc. Pomimo że, poniekąd, zostali włączeni do grona znajomych Potterów, Astoria nie spodziewała się aż takiej odmiany w traktowaniu ich obojga przez społeczność czarodziejów. Najbardziej ujęła Astorię postawa Ginny Weasley...To znaczy Potter, która zdawała się być autentycznie przejęta tym, co ich spotkało, a okazywała to w tak bezpośredni i szczery sposób, że niekiedy Astoria z trudem hamowała łzy wzruszenia. Choć nigdy wcześniej nie miała okazji zamienić z Ginny choćby słowa, teraz w pełni rozumiała, dlaczego Draco miał kiedyś taką słabość do tej dziewczyny. Ginny była esencją kobiecości; pełna empatii, czuła i troskliwa. Z pewnością była też wspaniałą matką. A czy ja taką byłam? – Pytała siebie Astoria, wciąż na nowo, bez ustanku starając się doszukać w całej tej tragedii swojej winy. Porwano jej dziecko, z jej własnego domu, w czasie, gdy ona zajęta była przeglądaniem pamiątek. Fakt, że porwania dokonał członek rodziny, wobec którego nikt nie mógł mieć żadnych podejrzeń, nie wiele tu zmieniał. Bo co z intuicją? Czy matki nie posiadają czegoś takiego? Czegoś, co wzbudza w nich niepokój, gdy ich dzieciom grozi niebezpieczeństwo? Dlaczego więc ona nie czuła tego niepokoju? Nie, to głupie! Nie waż się myśleć w taki sposób! – Tłumaczyła sobie. Nikt nie mógł wiedzieć, nikt nie mógł nic zrobić...Och, jakże nienawidziła Lucjusza Malfoya! Czasami, w trakcie długich i bezsennych, wypełnionych strachem nocy marzyła o tym, by zacisnąć dłonie na jego gardle i słuchać, jak rzęzi i wije się w agonii. Gdy wyczerpały się pokłady bezradności, narodził się gniew – czerwony i rozgrzany jak ogień, pulsujący boleśnie pod powiekami, gdy zamykała oczy próbując się uspokoić. Skłamałaby mówiąc, że pragnęła jedynie odzyskać syna. Tak było na początku. Teraz pragnęła już dwóch rzeczy – powrotu Skorpiusa i zemsty.Draco- Siadaj – warknął Moody, kopniakiem podsuwając przesłuchiwanemu krzesło. Ktoś odkaszlnął cicho i Draco dostrzegł troje ludzi, siedzących w odległym kącie sali. Był wśród nich auror którego nazwiska Draco nie mógł sobie przypomnieć; obok niego zasiadała jakaś kobieta, której w ogóle nie znał, a ostatnim z trojga był, co go niezmiernie zaskoczyło, Arthur Weasley. Draco skłonił mu się w milczeniu i usiadł.- No, więc – podjął Moody, odruchowo przeszukując klapy swojego znoszonego płaszcza. Znalazłszy piersiówkę pociągnął z niej kilka solidnych łyków, a jego sztuczne oko obróciło się kilkakrotnie, zaglądając do wnętrza czaszki, po czym znów wycelowało w młodego Malfoya, który nerwowo przełknął ślinę.- Słyszałem, że masz nam do opowiedzenia parę ciekawych historyjek o swoim ojcu, hę? – Powiedział Moody, zajmując miejsce naprzeciw przesłuchiwanego. Jego niesamowite oko było teraz jeszcze bliżej.- Zgadza się – odparł Draco spokojnie.- Przekonałeś się wreszcie, jaki z niego łajdak, co? I jesteś gotów powiedzieć nam wszystko? Absolutnie wszystko, o co zapytamy? Bez kręcenia, chachmęcenia i kłamstw? Draco zjeżył się na te słowa. - Zadusiłbym mojego ojca gołymi rękami... – Wycedził, starając się nad sobą panować. W rogu pokoju nastąpiło lekkie poruszenie, na co Moody złagodniał nieco, gdy dobiegły go znaczące szepty.- No...To chyba możemy uznać za wystarczającą deklarację lojalności – uznał i podrapał się po głowie, próbując zabrać myśli.- Mam pytanie – odezwał się nagle Draco. „Szalone” oko Moody’ego spiorunowało go kilkoma chaotycznymi drgnięciami.- Tak?- Czy to przesłuchanie ma służyć uzyskaniu informacji, które pozwolą wam dotrzeć do mojego syna, czy raczej chodzi wam tylko o to, bym zdradził wam jak najwięcej nazwisk, jakie mogą was interesować? Artur Weasley odchrząknął, podenerwowany. Jego koledzy spojrzeli po sobie wymownie.- Słuchaj no – zaczął, Moody, lecz Malfoya ani trochę nie speszył jego ton. Niemal wyzywająco spoglądał aurorowi prosto w twarz, zupełnie jakby zamienili się nagle rolami. – Tak się składa, że szczegóły na temat „kariery” twojego tatusia wśród śmierciożerców rzeczywiście mocno nas INTERESUJĄ. Taką już mamy pracę. Zaoferowaliśmy ci pomoc, o którą prosił nas Artur – skinął w stronę pana Wesleya, który przysłuchiwał się teraz ich konwersacji ze spuszczoną głową. – Chcielibyśmy jednak, żeby i nam ten interes się opłacił. Kapujesz? - Czy w pierwszej kolejności zajmiecie się tropieniem mojego ojca, czy też ściganiem innych, mniej niedostępnych na obecną chwilę śmierciożerców? – Padło kolejne pytanie. Moody spojrzał w róg pokoju z wyrazem twarzy, jakby starał się wykrzesać z siebie resztki cierpliwości.- A nie przyszło ci do głowy, że to, co mają do powiedzenia kumple twojego ojczulka może nas naprowadzić na JEGO trop? A jak sam właśnie powiedziałeś, to cię chyba interesuje najbardziej.Draco poczuł się upokorzony. O tak, przyszło mu to do głowy. Czy oni naprawdę mają go za idiotę?- Chcę jedynie mieć pewność, że zawieramy uczciwą umowę – powiedział, zwracając się zarówno do Moody’ego, jak i do trzech słuchaczy, chłonących teraz każde jego słowo. – ...że zrobicie wszystko....- Uczciwą umowę – zaczął go przedrzeźniać Moody, strojąc przy tym takie miny, że jego oko znów zawirowało. – Śmierciożerca mówi o uczciwości – ryknął, zbliżając twarz do twarzy Malfoya. Draco ani nie drgnął. Nie opuścił też wzroku, czego najwyraźniej spodziewał się Moody. - Alastorze – odezwał się pan Weasley pojednawczym tonem. – Sądzę, że powinniśmy...Moody jednak nie zaszczycił go dłuższa uwagą, znów nerwowo poszukując piersiówki. A więc to prawda, co o nim mówią – pomyślał Draco, ze złośliwą satysfakcją obserwując, jak auror wlewa sobie do gardła ostatnie krople specyfiku, którym mógł być tylko a-l-k-o-h-o-l. Zdecydowanie za długo wśród mugoli. Artur Weasley wstał, zwracając się znów do Moody’ego.- Sytuacja, w jakiej znalazł się pan Malfoy – tu wskazał na Dracona – powinna wzbudzać nasze najgłębsze współczucie – powiedział, wzrokiem szukając u swych towarzyszy poparcia tych słów, na co tamci pokiwali od niechcenia głowami. – Musisz zrozumieć, Alastorze, że dla ojca, który pragnie odzyskać syna, otwarta i stanowcza deklaracja pomocy, jakiej moglibyśmy mu udzielić...- Tak, tak – przerwał mu zniecierpliwiony Moody, podnosząc się z miejsca. – Oczywiście, że ci pomożemy - warknął, gdy sztuczne oko spoczęło na bladym i spoconym Draconie. – Tak się składa, że bardzo nam zależy, na twoim ojcu. Na to odezwał się jeden z milczących dotychczas słuchaczy.- Zapewniam, w imieniu nas wszystkich, że ocalenie chłopca będzie absolutnym priorytetem.Pan Weasley pokiwał z uznaniem głową, a Draco od odprężył się wyraźnie, słysząc tą deklarację.- Porozmawiamy też sobie z twoja mamunią. – Powiedział Moody. - Jeśli nie masz nic przeciwko. Nie mam – odparł chłodno Draco. – Jestem pewien, że moja matka, będzie tak samo chętna do współpracy z wami, jak ja. - Taa – mruknął Moody, jakby do samego siebie, poczym znowu usiadł naprzeciwko przesłuchiwanego.- Czy możemy zacząć? – Zapytał Artur Weasley. Draco milcząco skinął głową.- No to zaczynajmy.'

skmisia
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4734
Rejestracja: 19 sty 2010, 16:15

Postautor: skmisia » 28 lut 2011, 20:06

Nie wierzę własnym oczom! Masz niesamowitą intuicję do pisania. Czyta się to niesamowicie lekko i bez żadnego wysiłku. Na prawdę rewelacja :)

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 28 lut 2011, 20:11

Tym razem mam dwie uwagi:[quote:50d34f91e9="Antosia_86"]Draco podejrzewał, że ta kolejna z jej licznych fascynacji miała za podstawowe zadanie doprowadzić ojca do furii. Ojciec....- Pomyślał z goryczą. - Ten, który był moim ojcem. [/quote:50d34f91e9]Draco po tym co zrobił Lucjusz powinien powiedzieć tekst typu: Nie mam już ojca. [quote:50d34f91e9="Antosia_86"]- Zadusiłbym mojego ojca gołymi rękami... – Wycedził, starając się nad sobą panować.W rogu pokoju nastąpiło lekkie poruszenie, na co Moody złagodniał nieco, gdy dobiegły go znaczące szepty.- No...To chyba możemy uznać za wystarczającą deklarację lojalności – uznał i podrapał się po głowie, próbując zabrać myśli. [/quote:50d34f91e9]Jak na Aurorów a Tym bardziej Moodyego, sama deklaracja by nie wystarczyła. Oczekiwałabym Veritaserum, lub też inny dowód lojalności/współpracy. Do reszty nie mam zastrzeżeń. Jest bardzo dobra. Czekamy na resztę. ;)

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 03 mar 2011, 13:21

[quote:871bed4cb5="SeveruseS"]Draco po tym co zrobił Lucjusz powinien powiedzieć tekst typu: Nie mam już ojca. [/quote:871bed4cb5]Musisz jednak przyznać, że niewiele się to różni od tego, co powiedział.[quote:871bed4cb5]Jak na Aurorów a Tym bardziej Moodyego, sama deklaracja by nie wystarczyła. Oczekiwałabym Veritaserum, lub też inny dowód lojalności/współpracy. [/quote:871bed4cb5]Myślę, że jeśli chodzi o informacje, jakie mają aurorów doprowadzić do Lucjusza, to Draco nie miałby powodów kłamać. Przeciwnie - w jego najlepszym interesie leży powiedzieć jak najwięcej prawdy. W końcu to jemu najbardziej zależy na schwytaniu ojca. Co do pozostałych informacji, jakich mógłby udzielić Moodyemu ( nazwiska innych Śmierciożerców itp. ) to rzeczywiście skorzystałam z Twojej sugestii. I jest veritaserum.Draco cd.- Na początek, chciałbym z całą mocą podkreślić, że moja matka zawsze była w pełni podporządkowana ojcu i jej przynależność do...- tu Draco zająknął się, biorąc ostatni oddech przed przekroczeniem nieprzekraczalnej dotąd granicy - ...do Śmierciożerców nie była jej własnym wyborem.Moody przyjął tę uwagę dość obojętnie..- Tak – mruknął, przechadzając się po pokoju. – Podejrzewam, że nawet trzepnięta siostra twojej matki, będąc żoną twojego ojczulka niewiele miałaby do gadania. Jednakże, twoja matka jest w posiadaniu wielu interesujących nas informacji...Tym razem to Draco milczał.- A zatem, przyznajesz otwarcie i przy świadkach, że twoi rodzice BYLI sługami Czarnego Pana?- Byli – odparł Draco. – Byliśmy nimi wszyscy.Oświadczenie to wywołało poruszenie wśród słuchaczy; Arthur Weasley pokiwał smętnie głową szepcząc coś do siedzącej obok niego kobiety.- Zatem...Ty też? – Zapytał Moody, krocząc teraz ku przesłuchiwanemu. Jego sztuczna noga pobrzękiwała donośnie o posadzkę.Draco nie odpowiedział. Podniósł tylko mankiet koszuli, prezentując ogromny, krwawy ślad w miejscu, gdzie kiedyś widniał Mroczny Znak. Ojciec nalegał, by się go nie pozbywać, jednak Draco gotów był zaryzykować życie, bo uwolnić się od ciążącego mu brzemienia. Mimo upływu czasu, rana wciąż nie zagoiła się zupełnie.Draco spostrzegł, jak sąsiadka pana Weasleya szepcze coś z przejęciem. A może odrazą?Moody wpatrywał się chciwie w obnażone przedramię. Chwycił je jedną dłonią, a palcami drugiej przejechał po czerwonej bliźnie, jakby badając jej autentyczność. Draco skrzywił się odruchowo, jednak nie zaprotestował. Gdy Moody skończył już oględziny pozostałości Mrocznego Znaku, Malfoy z ulgą opuścił rękaw koszuli. Miał wrażenie, że w spojrzeniu ojca Rona dostrzegł tłumioną dezaprobatę. Zaskoczyło go, że w takiej chwili potrafi przejmować się czymś podobnym. A jednak – potrafił. Zupełnie jakby nagle zaczęło mu zależeć na opinii Weasleyów, Pottera, czy innych, którzy do tej pory byli mu całkowicie obojętni. - A zatem ojciec cię zwerbował, tak? – Padło kolejne pytanie.Draco nie zaprzeczył. Poczuł, że skoro powiedział już tyle, może wystarczy mu odwagi, by wyjawić im wszystko.- Voldemort zlecił mi misję.W sali zaległa pełna zainteresowania cisza. Metalowa proteza Moody’ego przestała stukać o posadzkę. Auror obok pana Weasleya odłożył na bok długopis, którym do tej pory notował coś zapamiętale. - Ja...Ja miałem... – Draco starał się zapanować nad drżeniem głosu. – Miałem zabić Dumbledore’a. Tam na wieży....Masywne dłonie Moddy’ego trzasnęły o blat dzielącego ich stołu. Auror pochylił się nad Malfoyem, z trudnym do rozszyfrowania grymasem na pokiereszowanej twarzy i niemal szeptem zapytał.- Ty?Draco, nie wiedzieć czemu, poczuł się urażony. - Zgadza się, ja – niemal warknął w odpowiedzi. Przez moment nikt się nie odzywał. Draco miał wrażenie, że bicie jego serca musi być słyszalne nawet w odległym końcu sali.- Sądzę, że tyle nam na dzisiaj wystarczy – powiedział w końcu Moody, zerkając wymownie w stronę trojga świadków. – Mamy co nieco do przedyskutowania. W tym momencie Draco zdał sobie sprawę, że popełnił wielki błąd. Nie powinien był mówić im wszystkiego. Opuszczał salę przesłuchań w poczuciu porażki. Nim wyszedł, dostrzegł jednak, jak Arthur Weasley z wielką powagą tłumaczy coś Moddy’emu przyciszonym głosem, na co tamten reagował nerwowymi prychnięciami. Po chwili auror odwrócił się jednak, by ostatni raz zerknąć swoim szalonym okiem na odchodzącego. Co będzie teraz? – Zastanawiał się smętnie Draco. – Czy zechcą mi pomóc, tak jak obiecali? Wszystko wydało mu się nagle jeszcze bardziej skomplikowane. I pozbawione nadziei.- Veritaserum? – zapytał Arthur, gdy młody Malfoy zniknął im już z oczu. Przyjrzał się uważnie małej buteleczce z zielonego szkła. - Musimy mieć pewność. – Moddy potrząsnął zawartością flakonika. – Zwłaszcza co do nazwisk, jakie nam poda. Słyszałeś go. Boi się, że pewne fakty mogłyby odciągnąć nas od poszukiwania jego synalka. Chcę być pewien, że nic przed nami nie zatai. Użyliśmy już serum przesłuchując jego matkę. - Zdradziła coś istotnego?- Kilka nazwisk. Zobaczymy, czy pokryją się z tym, co powie nam chłoptaś. - A ten ślad, o którym wspominałeś?- Stara, opuszczona willa, w zachodnim Cheshire. Widziano tam Lucjusza Malfoya z jakąś kobietą. Parę miesięcy temu. Jeszcze to badamy. HarryArthur Weasley spojrzał ponuro na pozostałych. W kuchni Potterów zapanowała nagle zupełna cisza. Słychać było wodę kapiącą z kranu i brzęczenie muchy wytrwale usiłującej sforsować zamknięte okno. Skrzypnęło krzesło, gdy ktoś poruszył się niespokojnie, w nerwowym oczekiwaniu. - I co teraz? – zapytał Ron.- Ktoś będzie musiał im powiedzieć – odparł jego ojciec. Nikt nie spodziewał się innej odpowiedzi.Ginny spojrzała nieśmiało na Harry’ego, a za jej spojrzeniem podążyły następne. - Ja?- To do ciebie przyszedł prosić o pomoc.Harry zapatrzył się smętnie w blat kuchennego stołu. Sprawa Malfoyów od samego początku budziła w nim to okropne, trudne do zniesienia odczucie; mieszkankę szoku, współczucia i powściągliwej empatii. Mimo że Draco prosząc go o pomoc przełamał dzielącą ich od zawsze barierę, Harryego niezmiennie krępowała jakakolwiek forma otwartości między nimi. Zupełnie jakby uważał, że jeśli otwarcie okaże niegdysiejszemu wrogowi współczucie, będzie to wyglądać nieszczerze. Nie mógł wyzbyć się wrażenia, że pomimo najszczerszych intencji i tak wyjdzie na hipokrytę, który robi i mówi dokładnie to, co wypada zrobić, czy powiedzieć, a w głębi duszy gratuluje sobie, że sam nie ma podobnych problemów. Ginny jednak potrafiła odnaleźć się w tej trudnej sytuacji; prawdziwość JEJ dobrych intencji była bezdyskusyjna. Na każde nowe wieści reagowała z taką samą empatią i współczuciem, jak gdyby sprawa dotyczyła Weaslay’ów, czy innych bliskich im osób. Ginny i Astoria, choć wcześniej nawet się nie znały, od pierwszego swojego spotkania zdawały się mówić tym samym językiem – mową, jaką znają tylko matki. Ojców najwyraźniej nie łączyło aż takie pokrewieństwo dusz. - Oczywiście – powiedział, czując na sobie ciężar spojrzeń pozostałych – Zrobię to. Ginny położyła mu dłoń na ramieniu w milczącym geście wsparcia. Tylko ja mam powiedzieć o tym Draco...? – zastanawiał się. - Napisać list? Nie, to nie byłoby w dobrym guście. Poza tym Harry nie zamierzał iść na łatwiznę. Pójdzie do domu Malfoyów i powie im osobiście; powie im, że.... A jeśli otworzy mu Astoria? Czy będzie musiał stawić czoła im obojgu, czy może będzie miał szczęście zastać w domu samego Draco i nie być świadkiem rozpaczy matki? Takie myśli kłębiły mu się w głowie, podczas gdy Ginny zajęła się przygotowywaniem kolacji. Wszyscy milczeli zakłopotani. Ron sprawiał wrażenie przybitego, a Hermiona wyglądała na autentycznie wstrząśniętą. Ich wizyty u Potterów zawsze były okazją do relaksu i śmiechu, teraz jednak panowała naprawdę „grobowa” atmosfera. Harry uśmiechnął się ponuro na tę czarną ironię i bez entuzjazmu zabrał się za rozgrzebywania zawartości talerza, który postawiła przed nim żona. AstoriaGdy człowieka spotyka coś strasznego, początkowo często wydaje mu się, że nigdy nie zdoła się podnieść. A jednak, mimo najgorzej tragedii, życie toczy się dalej. Czekając na najgorsze, Astoria mówiła sobie, że jeśli Skorpiusa spotka jakaś krzywda, to ona całkowicie i nieodwołalnie się załamie; przestanie jeść, spać, oddychać - dbać o cokolwiek i kogokolwiek. A jednak, gdy nastąpiło najgorsze, po pierwszym zimnym uderzeniu, nieznośny ciężar zaczął ustępować z jej serca. Skończyło się czekanie. Aż do tej chwili nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie było męczące. I choć umarła nadzieja, niespodziewanie i wbrew wszystkiemu, Astoria poczuła ulgę. Początkowo całe dnie spędzała w łóżku, przesypiając dnie i noce mocnym, pozbawionym marzeń snem, który wrócił jej nieco sił. Następnie z wielką namiętnością oddała się zabieraniu i pakowaniu wszelkich należących niegdyś do jej synka rzeczy. Poskładała je, niemal z czułością, powkładała do ozdobnych tekturowych pudełek, w których przechowywała niegdyś różne bibeloty, po czym wszystko to zaniosła na strych. Pogrzebane pod warstwą kurzu wspomnienia po małym Skorpiusie miała od tej pory blaknąć, a im bledsze były, tym więcej życia tliło się w opłakującej go matce. Astoria powoli uczyła się żyć na nowo, a konsekwencja, z jaką postępował ów proces zadziwiła wszystkich - najbardziej Dracona, który w poznaniu smutnej prawdy nie znalazł żadnej ulgi. Bywało, że wściekał się w duchu na żonę, interpretując jej spokój jako obojętność, w głębi duszy musiał jednak przyznać, że zwyczajnie jej zazdrościł. Wkrótce jednak miało wyjść, na jaw, że Astoria miała więcej niż jeden powód, by nie poddawać się rozpaczy. I choć oboje z Draco wiedzieli, że kolejne dzieci nigdy nie zastąpią im tego utraconego, wiadomość o zbliżających się narodzinach przyjęli z prawdziwą wdzięcznością, jako najlepszy z możliwych dar od losu.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 03 mar 2011, 19:29

[quote:1b5d45fa79]Musisz jednak przyznać, że niewiele się to różni od tego, co powiedział. [/quote:1b5d45fa79]Niby tak, ale to nie w stylu Draco. On by raczej powiedział to prosto z mostu. Ale niech i tak będzie. Ten Draco nie musi być taki jak w oryginale. [quote:1b5d45fa79="Antosia_86"]Myślę, że jeśli chodzi o informacje, jakie mają aurorów doprowadzić do Lucjusza, to Draco nie miałby powodów kłamać. Przeciwnie - w jego najlepszym interesie leży powiedzieć jak najwięcej prawdy. W końcu to jemu najbardziej zależy na schwytaniu ojca. Co do pozostałych informacji, jakich mógłby udzielić Moodyemu ( nazwiska innych Śmierciożerców itp. ) to rzeczywiście skorzystałam z Twojej sugestii. I jest veritaserum. [/quote:1b5d45fa79]Niby wszystko się zgadza, ale jednak. Moody nie był przekonany do Kakarowa, do Severusa zdaje się, że zbyt też nie. To także uważam, że mógłby być bardzo uważny w stosunku do Draco.Nie sądziłam, że weźmiesz to pod uwagę. Myślałam, że masz już opowiadanie napisane o kilka rozdziałów do przodu. ;) [quote:1b5d45fa79="Antosia_86"]- Ja...Ja miałem... – Draco starał się zapanować nad drżeniem głosu. – Miałem zabić Dumbledore’a. Tam na wieży....Masywne dłonie Moddy’ego trzasnęły o blat dzielącego ich stołu. Auror pochylił się nad Malfoyem, z trudnym do rozszyfrowania grymasem na pokiereszowanej twarzy i niemal szeptem zapytał. [/quote:1b5d45fa79]Hmmm... Harry nie powiedział by Zakonowi, że to Draco miał zabić dyrektora? Skoro przywracał Severusowi dobre imię to musiał o tym powiedzieć Aurorom/Zakonowi.Zapowiada się bardzo ciekawie. Jestem ciekawa, co też Harry ma powiedzieć Draco i Astorii, chyba nie śmierć Narcyzy?(nie wiem, czemu ale tak to mi się skojarzyło). I czy dobrze zrozumiałam? Astoria spodziewa się kolejnego dziecka?

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 03 mar 2011, 20:35

[quote:27f79fab9c="SeveruseS"]Nie sądziłam, że weźmiesz to pod uwagę. Myślałam, że masz już opowiadanie napisane o kilka rozdziałów do przodu. ;)[/quote:27f79fab9c]Nie mam. Jak coś napiszę, to najczęściej tego samego dnia wrzucam. [quote:27f79fab9c="SeveruseS"]Hmmm... Harry nie powiedział by Zakonowi, że to Draco miał zabić dyrektora? Skoro przywracał Severusowi dobre imię to musiał o tym powiedzieć Aurorom/Zakonowi. [/quote:27f79fab9c]Wiem, wiem. To się nie zgadza z książką, czy też z tym, co z książki wynika. Zastanawiałam się, czy nie wyrzucić tego fragmentu, ale w końcu został. W ogóle to miałam już napisany fragment, w którym to Draco oczyszcza dobre imię Severusa, ale zrezygnowałam z niego, bo nie umiałabym w dość przekonujący sposób wyjaśnić, dlaczego nie zrobił tego Harry.[quote:27f79fab9c="SeveruseS"]Ten Draco nie musi być taki jak w oryginale. [/quote:27f79fab9c]Zależy mi na tym, żeby nie był taki jak w oryginale. Ale jednocześnie musi być wystarczająco podobny do oryginału, by wypaść przekonująco.[quote:27f79fab9c="SeveruseS"]Jestem ciekawa, co też Harry ma powiedzieć Draco i Astorii, chyba nie śmierć Narcyzy?(nie wiem, czemu ale tak to mi się skojarzyło)[/quote:27f79fab9c]Nie, nie o śmierci Narcyzy. Miał powiedzieć o tym, że znaleziono grób dziecka. Widać nie dość jasno to wyraziłam. Ale trudno. Będzie jeszcze nawiązanie do tego wątku. Muszę tylko wykombinować, na jakiej podstawie aurorzy stwierdzili tożsamość zwłok. Mugole mają patologów, a czarodzieje? Sama nie wiem jak to zrobić, żeby się trzymało kupy.Bo Malfoyowie muszą myśleć, że ich syn nie żyję, żebym mogła pisać dalej :D W ogóle to dziękuję Wam serdecznie za wszystkie komentarze. Gdy zaczynałam pisać nie spodziewałam się, że będą tak pozytywne.

SeveruseS
Mistrz Mistrzów
Mistrz Mistrzów
Posty: 4644
Rejestracja: 09 kwie 2009, 14:57

Postautor: SeveruseS » 04 mar 2011, 8:52

[quote:20c9db9679="Antosia_86"]W ogóle to miałam już napisany fragment, w którym to Draco oczyszcza dobre imię Severusa, ale zrezygnowałam z niego, bo nie umiałabym w dość przekonujący sposób wyjaśnić, dlaczego nie zrobił tego Harry. [/quote:20c9db9679]Może się zapytać nas o jakiś pomysł? Myślę, że można by było to wyjaśnić w taki sposób; Harry nie powiedział tego Aurorom, bo pomyśleli by, że jest pod wpływem Confundusa, lub czegokolwiek innego. Wiadomo, że Harry nienawidził Severusa - i co? Nagle oczyszcza jego imię? I dodać jakiś artykuł Rity Skeeter, która twierdzi, że Potter oszalał... Dość fantastyczne rozwiązanie, ale zawsze można coś wymyślić. :lol: [quote:20c9db9679="Antosia_86"]Mugole mają patologów, a czarodzieje? Sama nie wiem jak to zrobić, żeby się trzymało kupy.Bo Malfoyowie muszą myśleć, że ich syn nie żyję, żebym mogła pisać dalej :D[/quote:20c9db9679]Było coś kiedyś w jednym FF o tym jak transmutowano jakieś ciało na ciało innego bohatera. Żeby wszystko się zgadzało potrzebna był fragment tego kogoś - np. włosy(jak w eliksirze wielosokowym), żeby kod genetyczny się zgadzał. Taka transmutacja działaby tylko przez kilka godzin, ewentualnie dni. Po zagrzebaniu w ziemi, powróciło, by to ciało do swoje wyglądu sprzed rzucania zaklęcia spokrewniającego. [quote:20c9db9679="Antosia_86"]W ogóle to dziękuję Wam serdecznie za wszystkie komentarze. Gdy zaczynałam pisać nie spodziewałam się, że będą tak pozytywne.[/quote:20c9db9679]Każdy się nie docenia. Ja Ci zazdroszczę, że masz taką wenę. Ja może bym wstawiła to co mam, ale nie mam pomysłu na tytuł. xD
Ostatnio zmieniony 07 mar 2011, 9:32 przez SeveruseS, łącznie zmieniany 1 raz.

Antosia_86
Uzdrowiciel
Uzdrowiciel
Posty: 481
Rejestracja: 19 sty 2008, 18:56

Postautor: Antosia_86 » 05 mar 2011, 23:03

[quote:621814f6b1="SeveruseS"]Było coś kiedyś w jednym FF o tym jak transmutowano jakieś cało na ciało innego bohatera. Żeby wszystko się zgadzało potrzebna był fragment tego kogoś - np. włosy(jak w eliksirze wielosokowym), żeby kod genetyczny się zgadzał. Taka transmutacja działaby tylko przez kilka godzin, ewentualnie dni. Po zagrzebaniu w ziemi, powróciło, by to ciało do swoje wyglądu sprzed rzucania zaklęcia spokrewniającego.[/quote:621814f6b1]Ciekawy pomysł. Muszę to poważnie rozważyć.[quote:621814f6b1="SeveruseS"]Może się zapytać nas o jakiś pomysł? Myślę, że można by było to wyjaśnić w taki sposób; Harry nie powiedział tego Aurorom, bo pomyśleli by, że jest pod wpływem Confundusa, lub czegokolwiek innego. Wiadomo, że Harry nienawidził Severusa - i co? Nagle oczyszcza jego imię? I dodać jakiś artykuł Rity Skeeter, która twierdzi, że Potter oszalał... Dość fantastyczne rozwiązanie, ale zawsze można coś wymyślić. :lol:[/quote:621814f6b1]Żałuję, że wcześniej nie pomyślałam o kwestii oczyszczenia dobrego imienia Severusa. Teraz może już być ciężko coś takiego wprowadzić. Musiałabym dodać jeszcze jedno przesłuchanie :p [quote:621814f6b1="SeveruseS"]I czy dobrze zrozumiałam? Astoria spodziewa się kolejnego dziecka?[/quote:621814f6b1]Ano spodziewa się, biedna.[quote:621814f6b1="SeveruseS"]Każdy się nie docenia. Ja Ci zazdroszczę, że masz taką wenę. Ja może bym wstawiła to co mam, ale nie mam pomysłu na tytuł. xD[/quote:621814f6b1]Z tytułami też mam często problem. A co do weny, to staram się stosować do rad Stephena Kinga, który w swojej genialnej książce " Poradnik Rzemieślnika" radzi początkującym pisarzom, żeby starali się wypracować w sobie umiejętność pisania, bez względu na to, czy danego dnia mają wenę, czy nie. Proponuje nawet ustalić sobie jakąś dzienną normę zapisanych stroni starać się ją osiągać. Nie powiem żeby to było łatwe, ale może właśnie takie "rzemieślnicze" podejście do pisania jest rozwiązaniem dla braku weny.


Wróć do „Fan Fiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości